Ofensywa na Iran wyprowadzona przez izraelsko-amerykańskie wojska i późniejsza kontrofensywa sił irańskich spowodowała prawdziwy chaos na Bliskim Wschodzie. Pomijając kwestie czysto polityczne oraz militarne, z ogromnymi utrudnieniami muszą mierzyć się przewoźnicy lotniczy. Sprawdzamy, jak sytuacja wygląda w poniedziałek rano, ponad 48 godzin po pierwszych atakach.
Wszystko rozpoczęło się w sobotę, 28 lutego, gdy nad ranem
wojska Izraela oraz USA zaatakowały Teheran. Od początku wydarzenia nabrały błyskawicznego tempa. Kolejne państwa zaczęły zamykać swoje przestrzenie powietrzne, a przewoźnicy byli zmuszani do odwoływania rejsów, a nawet zawracania samolotów. Konflikt zaostrzał się z każdą godziną, a spotęgował go odwet Iranu, który doprowadził nawet do
jednej ofiary śmiertelnej na lotnisku w Abu Zabi.Po 48 godzinach od rozpoczęcia akcji amerykańsko-izraelskiej, na razie trudno ocenić, kiedy sytuacja ulegnie polepszeniu. Sprawdziliśmy zatem, w których krajach zamknięta jest przestrzeń powietrzna i kiedy sytuacja może ulec poprawie.
Zamknięta przestrzeń powietrzna i zawieszone rejsy
Na podstawie danych z trackerów lotów i komunikatów rządowych, stan na 9:00 2 marca 2026 roku pokazuje, że przestrzeń powietrzna pozostaje całkowicie zamknięta w następujących krajach: Iran, Irak, Kuwejt, Bahrajn, Katar, Izrael oraz Syria. Częściowe zamknięte obejmuje natomiast ZEA, Arabię Saudyjską oraz Jordanię. W pierwszym z tych przypadków obowiązuje pusta przestrzeń nad południową częścią kraju, a w Arabii operują niektóre wewnętrzne loty.
To zmusza przewoźników do podejmowania szybkich decyzji i ograniczaniu połączeń. Jeszcze w sobotę wieczorem,
Polskie Linie Lotnicze LOT informowały o zawieszeniu połączeń do i z izraelskiego Tel Awiwu do co najmniej 15 marca. W poniedziałek rano pojawił się
nowy komunikat o wydłużeniu zawieszenia do kolejnych destynacji. Dubaj nie będzie obsługiwany do co najmniej 4 marca, a w przypadku Rijadu zawieszenie potrwa do 8 marca.
Jak natomiast wygląda sytuacja innych przewoźników? Pełne zastawienie byłoby trudne do opisania, jednak wśród najważniejszych zawieszeń można by wymienić:
- Emirates – wszystkie loty do i z Dubaju do co najmniej 15:00 lokalnego czasu 2 marca;
- Etihad Airways – wszystkie loty do i z Abu Zabi do co najmniej końca 2 marca;
- Qatar Airways – wszystkie loty do i z Dohy do końca 1 marca, brakuje jeszcze aktualizacji o przedłużeniu lub odwołaniu;
- Air India – loty do i z ZEA, Arabii Saudyjskiej, Izraela i Kataru – do co najmniej 2 marca, a w niektórych przypadkach również do wtorku;
- EL AL. – wszystkie loty do czasu ponownego otwarcia przestrzeni powietrznej;
- Lufthansa Group – loty do Tel Awiwu, Bejrutu, Ammanu, Irbilu, Teheranu, Dubaju, Abu Zabi, Rijadu, Dammamu do co najmniej 7 marca;
- Air Canada – loty do Izraela i Dubaju do odpowiednio 8 i 3 marca;
- Turkish Airlines – loty do Libanu, Syrii, Iraku, Iranu i Jordanii do co najmniej 2 marca.
Globalne skutki konfliktu
Ponowna eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie ma negatywne skutki na wielu płaszczyznach. Znów nie skupiając się na kwestiach politycznych, wspomnimy o podróżujących lub wczasowiczach, którzy utknęli w regionie i nie mają jak wrócić do swoich krajów. W niedzielę
Władysław Kosiniak-Kamysz informował o tym, że wojsko jest gotowe do ewentualnej ewakuacji, a Ministerstwo Spraw Zagranicznych przygotowało dodatkową infolinię dla osób na Bliskim Wschodzie.
To jednak wierzchołek góry lodowej, bo skutki są znacznie szersze i niesposób wymienić wszystkie. Wyłączenie kluczowych hubów w regionie jak Dubai International czy Doha lub Abu Zabi na dłuższy okres może być – według niektórych – porównywalne do największego chaosu w lotnictwie za czasów pandemii COVID-19.
Sami przewoźnicy również ponoszą ogromne straty. Pomijając odwołane i zawieszone rejsy, bardziej skomplikowane jest trasowanie, które wymaga omijania newralgicznego regionu. Samoloty muszą omijać Bliski Wschód, co np. wydłuża trasy z Europy do Azji nie tylko o długie godziny, ale wiąże się też z większym kosztem paliwa, co z kolei mogą odczuć podróżujący w swoich kieszeniach w związku z możliwymi wzrostami cen biletów.
Obciążają się zatem alternatywne trasy, co również nie jest korzystne dla branży. Perspektywa dłuższego konfliktu mogłaby natomiast znacząco sparaliżować turystykę w tym regionie i odbić się na tej gałęzi gospodarki.